|
|
O serii
IZNOGUD
Seria "Iznogud" powstała w ciekawych okolicznościach - wspomina Goscinny - wszystko zaczęło się od książeczki o przygodach Mikołajka, którą przygotowywałem razem z Sempe. Napisałem jedno opowiadanie o tym, jak Mikołajek pojechał podczas wakacji na kolonie razem z wychowawcą, który często opowiadał dzieciom różne historie. W jednej z nich pojawił się zły wezyr, który nade wszystko pragnął zostać kalifem w miejsce kalifa. I to wszystko.
Kiedy poproszono mnie i Tabary`ego o stworzenie komiksu dla czasopisma "Record", postanowiłem zrobić parodię "Tysiąca i jednej nocy", wykorzystując temat wezyra, który pragnie stać się kalifem, ale mu to nie wychodzi. Później oddałem się przyjemności wymyślania coraz bardziej wyrafinowanych gier słownych."
I rzeczywiście, wszystkie krótkie i długie historie o wielkim wezyrze pełne są zabaw ze słowem, co stanowi prawdziwe wyzwanie dla tłumaczy. Samo imię wielkiego wezyra to zbitka angielskich wyrazów: "Is no good" ("Nie jest dobry").
Do tej pory ukazało się już 25 albumów o przygodach wielkiego wezyra. Ostatni z nich jest "Qui a tue le kalife?" (Kto zabił kalifa?), ale proszę się nie obawiać - dobrotliwy kalif Harun Arachid żyje, cieszy się dobrym zdrowiem i na pewno spotkamy się z nim jeszcze niejeden raz. Przygody Iznoguda zostały przetłumaczone na wiele języków i znane są czytelnikom w całej Europie.
Opowieść o niegodziwym wezyrze Iznogudzie to już nie tylko komiks. Wielki wezyr stał się bohaterem filmów animowanych, a także doczekał się własnej gry komputerowej, w której tak jak w komiksie, nie marzy o niczym innym tylko o zostaniu kalifem w miejsce kalifa
Ksenia Chamerska ("Świat Komiksu" 17, maj 2000)
Renee Goscinny
Twórca Iznoguda - Rene Goscinny - urodził się w 1926 roku w Paryżu. Był jednym z największych i niekwestionowanych osobistości komiksu europejskiego. Stworzone przez niego postaci cieszą się w dalszym ciągu niebywała popularnością. Goscinny swoją karierę chciał zacząć jako rysownik. Niestety, nie udało mu się zdobyć posady w studiu Walta Disneya i jako młody chłopak znalazł się na bezrobociu. Dopiero poznanie Morrisa i Uderzo spowodowało, że zrobił prawdziwą karierę, pisząc scenariusze komiksowe. W 1955 roku powstała seria Lucky Luke, którą tworzył razem z Morrisem. Współpraca z Uderzo zaowocowała opowieścią o Indianinie Umpa-pa (opublikowana w "Świecie Komiksu" 1, 2, 3) oraz Galu Asteriksie. W 1959 Goscinny razem z Charlierem i Uderzo zakładają magazyn "Pilote". Goscinny kilka lat później staje się jego szefem, a pismo przejmuje wydawnictwo Dargaud. Warto zaznaczyć, że w pierwszym numerze "Pilote" opublikowany został historyczny komiks "Gal Asteriks". To właśnie w tym magazynie od 1968 roku ukazuje się seria "Iznogud", a wydawnictwo Dargaud publikuje pierwszych osiem albumów z przygodami wielkiego wezyra. Goscinny współpracował z masą sław komiksowych: m. in. z Gotlibem, Mandryką, Druilletem, Tardim, Giraudem, Mezeriesem, Fredem i Bilalem. Twórca Iznoguda umiera w 1977 podczas prac nad kolejnym albumem o Lucky Lucku": "La Ballade des Dalton".
Jean Tabary
Jean Tabary - człowiek, bez którego Iznogud nie wyglądałby jak prawdziwy Iznogud - urodził się 5 marca 1930 roku w Sztokholmie. Zanim zaczął rysować komiksy, imał się różnych zajęć, m. in. sprzedawał gazety. Zadebiutował dopiero w wieku 26 lat w dzienniku "Vaillant". Dwa lata później stworzył serię "Tatoche", która pojawiała się na łamach tego magazynu aż 14 lat. Jak to się często dzieje, z jednej serii powstała druga zatytułowana "Carinne et Jeanot", opowiadająca o przygodach pary bliźniaków. Na początku lat 60-tych zaczyna współpracować z Goscinnym przy komiksie "Valentin le Vagabond". Jest to historia o sympatycznym kloszardzie, który, wolny jak ptak, z workiem na plecach i kwiatkiem w zębach przemierza bezdroża Francji, starając się za wszelką cenę unikać spotkań z żandarmami. Tabary kontynuował pracę nad ta serią samotnie aż do 1974 roku. Współpraca z Goscinnym zacieśniła się, owocując powstaniem Iznoguda. Niestety, w 1977 roku Goscinny umiera. Tabary mimo to nie przerywa pracy nad serią. Zakłada własne wydawnictwo "La seguiniere", które ostatecznie zmienia nazwę na "Editions Tabary" i przejmuje od Dargaud prawa do publikacji opowieści o Iznogudzie.
O serii
Midam mówi o serii Kid Paddle
A wszystko zaczęło się tak... "Najpierw byłem w szkole ekonomicznej, moi koledzy stamtąd zostawali księgowymi. Przez rok studiowałem architekturę wnętrz, potem zająłem się fotografią. W końcu wstąpiłem do Saint Luc w Brukseli, na wydział rysunku. Komiks w tych czasach był trochę za filozoficzny jak na mój gust, trochę zbyt zaangażowany. Tak więc opuściłem szkołę z dyplomem w kieszeni i z ambicjami zaproponowania światu czegoś innego w dziedzinie komiksu. Dziesięciu wydawców powiedziało mi, że mój styl nie nadaje się dla młodzieży... i przez pięć lat nie robiłem nic. W końcu jeden z przyjaciół zaczął pracować w magazynie "Spirou", a ja poszedłem jego śladem. Przedstawiłem wydawnictwu Dupuis mnóstwo projektów, ale odpowiedź brzmiała cały czas "nie"... Aż do dnia, kiedy wezwano mnie na zastępstwo: chodziło o narysowanie strony poświęconej grom wideo do "Spirou". Poprzedni rysownik miał już dość. Przejąłem po nim schedę z umiarkowanym entuzjazmem. No bo jak zrobić planszę o bohaterach konkretnych gier wideo, jeśli często czytelnicy w ogóle ich nie znają? Dlatego wymyślałem historię o konsolach tak, żeby do ich zrozumienia czytelnicy nie musieli tych gier znać. Rysowałem małe plansze na pół strony. A że do tej pory nigdy nie miałem w rękach żadnej konsoli do gry, więc redaktor naczelny pożyczył mi swoją."
Początki wielkiej kariery "Na początku byłem zawiedziony. Moi koledzy rysownicy mówili, że nie czytają moich komiksów, ponieważ gry wideo ich nie interesują. Było mi smutno, ale po 25 planszach zaproponowano mi rysowanie prawdziwych dużych plansz, które nie miały opisywać konkretnych produktów. Właśnie w tym czasie wszystko zaczęło iść znacznie lepiej. Nastolatki zaczęły prosić o więcej? oczywiście moi rodzice i przyjaciele również wysyłali listy do redakcji. Ale od tej pory moje prace naprawdę zaczęły się podobać. Po roku miałem już 50-60 plansz i wtedy wydawca zaproponował mi narysowanie okładki do mojego pierwszego albumu.
Midam a gry wideo "Tak naprawdę, bardzo dużo grałem na początku tworzenia serii. Aż za dużo. Otrzymywałem do testowania 3-4 gry na miesiąc, spędzałem nad nimi całe godziny, całe noce, a finał tego był taki, że nie miałem czasu na rysowanie. Kiedy gram w cokolwiek: w snookera, w karty itd. nie czuję upływu czasu. Trzeba było to ograniczyć. Poza tym, prawdziwą inspiracją dla mnie było obserwowanie, a nie granie."
Czy Midam w młodości był podobny do Kida Paddle`a? "W jakimś sensie tak, tyle że nie miałem konsoli do gier. Ale nie wolno zapominać, ze to, co mówi Kid Paddle, stworzył dorosły. Ja osobiście w jego wieku miałem zbiór kauczukowych potworów i kilka plastikowych imitacji psich ekskrementów (małych, dużych, do wyboru)."
Rysowanie Kida "Najpierw w notesie zapisuje wszystkie moje wstępne pomysły, których mogę użyć w scenariuszu. Ale rzadko zdarza się, że pierwotna wersja pomysłu jest taka sama, jak ta ostateczna. Podczas pisania scenariusza właściwego dodaję resztę elementów historyjki. Nie rysuję bezpośrednio na ostatecznej planszy. Najpierw tworzę postaci i tło na osobnych kartkach A4. Narysowane elementy kalkuję na czysto. Dzięki temu unikam błędów kompozycji, postaci stoją we właściwej odległości i mają właściwą wielkość (zmniejszam i zwiększam rysunki za pomocą kserokopiarki) etc. Dzięki tej technice unikam używania gumki (nienawidzę ścierać!)".
Biała kartka czy komputer? "Uwielbiam kontakt z kartką papieru i znam niewielu rysowników, którzy pracują głównie na komputerze. Komputery w wydawaniu komiksów będą oznaczać koniec dla kolorystów. Moje własne prace pokolorowane są ręcznie."
Wypowiedzi Midama spisała Ksenia Chamerska ("Świat Komiksu" 20, grudzień 2000)
Midam
Midam tak naprawdę nazywa się Michael Ledent. Urodził się w 1963 roku w Brukseli. Studiował przez rok architekturę wnętrz, a potem przez trzy lata rysunek. Wtedy poznał Olisa, przyszłego rysownika "Izydora Garaża". To właśnie Olis zaszczepił w nim bakcyla komiksu. Po zakończeniu służby wojskowej w Marynarce Wojennej, Midam współpracował z magazynem komputerowym "Microsystems" jako ilustrator. Nie przeszkodził w tym nawet fakt, że nie przejawiał wielkiego zainteresowania komputerami. W 1992 zaczął rysować dla magazynu "Spirou". Na początku ilustrował tylko spisy treści, rysował pół strony do rubryki o grach komputerowych. W końcu oddano mu do dyspozycji całą stronę. To był mały krok dla Midama, ale duży dla komiksu! "Kid Paddle" szybko stał się ulubioną serią humorystyczną czytelników w każdym wieku. Obecnie cykl liczy wiele albumów i należy do najpopularniejszych serii humorystycznych rynku frankofońskiego.
O serii
SAM NA SAM Z MAŁYM SPRYTKIEM
Mały Sprytek, ma w życiu jedną fascynację - kobiety (zarówno te duże, jak i malutkie), jednego wroga - pana od wuefu, oraz niezwykle rozwinięta umiejętność doprowadzania dorosłych na skraj załamania nerwowego.
"Mały Sprytek" to opowieść o dzieciństwie Sprycjana, jednego z najsławniejszych bohaterów komiksu europejskiego. Czytelnicy "Świata Komiksu" mieli okazję poznać jeden album z jego przygodami zatytułowany "Sprycjan i Fantazjusz w Nowym Jorku" (ŚK 4-6).
Opowieści o Sprycjanie są stare jak świat. Pomysł na postać powstał już w 1938 roku. Jego autorem jest Francois RobertVeller zwany Rob-Vel. Tradycyjne czerwone ubranko tytułowego bohatera wzięło się stąd, że na początku Sprycjan pracował jako boy hotelowy w Maustic-Hotel.
W 1941 roku, kiedy to twórca postaci, Rob-Vel walczył na frontach II wojny światowej, pracę nad serią przejął Jije, który wymyślił najwierniejszego przyjaciela Sprycjana - Fantazjusza. Przygody Sprycjana szybko stały się klasycznym komiksem, a serię kontynuowali coraz to nowi rysownicy. W końcu nadszedł rok 1980. Wydawnictwo Dupuis - właściciel praw do komiksu, przekazało serię dwóm młodym artystom - Tome`owi i Janry`emu?
Tome, a właściwie Philippe Vandevelde, tak opowiada o samych początkach: "Zadebiutowaliśmy w magazynie "Spirou" w 1980 roku. Wtedy byliśmy asystentami rysownika Kubusia - Luca Dupanloup (Dupa). Rysowaliśmy drugoplanowe elementy plansz, pracowaliśmy dla magazynu "Tintin". Kiedyś redakcja "Spirou" zwróciła się z prośbą o dwie lub trzy plansze o Kubusiu. Poszliśmy tam i zaproponowano nam współpracę."
Najpierw Tome i Janry rysowali komiksy do tygodnika, aż w końcu przejęli tworzenie serii o przygodach Sprycjana. "W kontrakcie zapisano - mówi Tome - że będziemy dostarczać półtora albumu rocznie, co nie było łatwe, zważywszy, że cały czas rysowaliśmy coś do gazety. To zabierało nam czas, bo przecież "Spirou" jest tygodnikiem. Poza tym obawialiśmy się znudzenia Sprycjanem, bo przecież to nie my go wymyśliliśmy. Badania przeprowadzone przez magazyn pokazały, że trzeba przyciągnąć młodszych czytelników. Właśnie dlatego powstał pomysł stworzenia małego Sprycjana"
"Jedną planszę rysujemy od trzech do pięciu dni - opowiada Janry - narysowanie planszy do małego Sprytka zajmuje tyle samo czasu co do Sprycjana i Fantazjusza. Ja osobiście wpływam tylko na pierwszy etap powstania scenariusza, to znaczy razem zbieramy pomysły, po czym Tome sam pisze historię, a ja zajmuję się najwierniejszym przełożeniem na rysunek tego, co on opowiada."
Obaj panowie są niezwykle twórczy, dotychczas narysowali 14 odcinków "Sprycjana i Fantazjusza" i 9 tomów przygód "Małego Sprytka".
Zarówno Tome, jak i Janry urodzili się w 1957 roku, przy czym Janry (a właściwie Jean-Richard Geurts) pochodzi z Konga belgijskiego. Poznali się w 1974 roku. Obaj zajmowali się wtedy rysowaniem komiksów. Kiedy zaczęli współpracować z rysownikiem Kubusia i tworzyć dla tygodnika "Spirou", przybrali na stałe pseudonimy Tome i Janry, które miały kojarzyć się z kreskówką "Tom i Jerry".
Ksenia Chamerska ("Świat Komiksu" 21, luty 2001)
Postacie
OTO PRZYJACIELE I WROGOWIE SPRYTKA
Krętek Imię: Antoni. Mój najlepszy przyjaciel od czasu, gdy przyłapano nas na podglądaniu przez dziurkę od klucza dziewczyn w szatni. On i ja to "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Zawsze będziemy się przyjaźnili, chyba że ukradłby mi moja narzeczoną... Ale on nigdy by czegoś takiego nie zrobił.
Zuzia Naprawdę nazywa się Zuzanna Cuksik. Jest córka cukiernika. To moja narzeczona - przynajmniej ja tak myślę. Ma niezły charakterek, więc czasami sam nie wiem, jak to z nami jest. Dziadunio mówi, że na tym właśnie polega tajemnica kobiet. Zuzia nie znosi, gdy się ją traktuje jak blondynkę.
Pączek Imię: Mikołaj. To mój drugi najlepszy przyjaciel. Za dużo je. Jest tak gruby, że pewnego dnia pęknie. Mówi, że ma problem z hormonami czy czymś podobnym. Akurat! Nigdy nie uwierzę, żeby hormony mogły tyle jeść.
Dorośli:
Pan Makiepa Nauczyciel wuefu. Uwielbia gnębić uczniów. Autor zdania: "Inteligentny sportowiec unika zbędnego wysiłku". Pije. Pali. Pije. Pali. Życiowy nieudacznik.
Ojciec Langelus (Na imię ma Hiacynt.) Czujny strażnik dusz żyjących w cieniu dzwonnicy. Szpieguje moje spacery z Zuzią do lasku. Czasem zwraca się do nas w trzeciej osobie: "On"! Zarezerwował już sobie miejsce "tam na górze". A z tych rzeczy się nie żartuje.
Dziadek Poznał życie w okopach. Pali fajkę bez zaciągania się. Wielokrotny zwycięzca "Wyścigów przodków na kółkach". Nosi sztuczna szczękę i zażywa kąpieli w aromatycznych algach. Strasznie zwariowany. Jest moim ulubionym dorosłym.
O serii
Wielkie pytania małego człowieka
Życie ośmioletniego Titeufa to droga przez mękę: nie może oglądać filmów dla dorosłych, rozpalać ognisk pod drzwiami sąsiadów ani podkładać staruszkom poduszek-pierdziuszek. Ostatnio pojawił się jeszcze jeden wrzeszczący problem - mała siostrzyczka, którą Titeuf najchętniej zamknąłby w akwarium. Jakby tego było mało, musi jeszcze chodzić do szkoły!
Na szczęście, w szkole są koledzy, no i Nadia... piękna, ale nieosiągalna koleżanka, której obojętność doprowadza Titeufa do czarnej rozpaczy. Spotkania z paczką przyjaciół to okazja do omawiania kwestii poważnych: dziury ozonowej, rasizmu, przeszczepu organów; oraz raczej błahych: damskiej bielizny czy sposobu uniknięcia lania.
Seria Zepa "Titeuf" wpisuje się w nurt komiksów humorystycznych, których bohaterami są dzieci: "Mały Sprytek" , "Kid Paddle" czy "Mafalda". Ale "Titeuf" różni się od nich skrajnie realistycznym sposobem portretowania rzeczywistości dziecięcej, zaś pytania o otaczający świat zadawane są w komiksie z logiką i językiem charakterystycznym dla tego wieku. Sytuacje z udziałem Titeufa stanowią komentarz do świata dorosłych widzianego oczami malucha. To doskonały komiks dla dorosłych, którzy lubią pośmiać się z dziecięcego spojrzenia na życie.
Zep w ciekawy sposób przedstawia kontakty dziecka z drażliwa kwestia seksualności. W świecie Titeufa pocałunek to nie romantyczna pieszczota, tylko zapasy dwóch oślinionych języków. A prezerwatywa służy do zakładania na... banana, żeby uniknąć... bananowej niestrawności. Nie należy jednak zapominać, że dzieci nie znają pojęcia "niesmacznego żartu", a cechą opowieści o Titeufie jest nieunikanie kontrowersyjnych tematów.
Najlepszym dowodem popularności przygód sympatycznego ośmiolatka jest to, że dziewiąty album ukazał się w samej Francji w rekordowej ilości 1 400 000 egzemplarzy! Daje mu to zaszczytne drugie miejsce (tuż po "Asteriksie") w rankingu największych nakładów początkowych.
Pierwszy album w wydaniu frankofońskim został wydany w postaci czarno-białej, dlatego polska edycja rozpoczyna druk od albumu drugiego, już kolorowego.
Ksenia Chamerska ("Świat Komiksu" 24, wrzesień 2001)
Zepa
Naprawdę nazywa się Philippe Chappius (jego pseudonim to hołd złożony zespołowi Led Zeppelin) i jest Szwajcarem. Urodził się w 1967 roku w Genewie, a pierwszy komiks narysował w wieku ośmiu lat. Po ukończeniu sztuk pięknych w Genewie współpracował z magazynem "Spirou". Ma dwie pasje: komiks i muzykę. Jednym z jego ciekawszych albumów jest "L`enfer des concerts" ("Piekło koncertów") - historia bywalca koncertów gwiazd, w której Zep skarykaturował współczesnych wokalistów, np. Madonnę i Erosa Ramazottiego. Za serię "Titeuf" otrzymał wiele nagród, miedzy innymi na festiwalach komiksowych w Sierre, Paryżu i Angouleme.
Titeuf i inni. „Nowa Fala” komiksu dziecięcego.
Titeuf i inni. „Nowa Fala” komiksu dziecięcego.
Komiks francuski przeżywa klęskę urodzaju. Rosnąca z roku na rok liczba publikacji osiągnęła już taki pułap, że ich ekspozycja i sprzedaż przerosła możliwości księgarni specjalistycznych, a lektura wszystkich mogłaby z powodzeniem wypełnić zapalonemu czytelnikowi okrągły rok, z czasem na spanie i jedzenie włącznie. Taki wyczyn jest oczywiście niemożliwy (chyba, że ktoś chce ustanowić rekord Guinessa), ale już sam fakt „nadprodukcji” komiksów wskazuje, że w krajach francuskojęzycznych wiele osób nadal chętnie sięga po opowieści graficzne. Popularnością – jak wszędzie – cieszą się japońskie mangi (a także koreańskie „manhwy”), komiksy amerykańskie, ale także dzieła rodzimych twórców, które tę bogatą zagraniczną ofertę równoważą. Słowo „rodzimych” nie jest tu może idealnie na miejscu, jako że dla francuskich, belgijskich i szwajcarskich wydawców tworzy istna Legia Cudzoziemska autorów z całej Europy, w tym i z Polski. Niebagatelną część tej twórczości stanowią komiksy adresowane do dziecięcego czytelnika.
Komiks przez całe dekady uważany był za medium skierowane przede wszystkim – jeśli nie wyłącznie – do dzieci i młodzieży. Jednak przez ostatnie kilkadziesiąt lat ewolucji tego gatunku sztuka rysowanych opowieści coraz mocniej skupiała się na dorosłej publiczności, sięgając po interesujące ją tematy i proponując coraz to nowe, nieraz trudne i wyrafinowane formy. Komiksy dla dzieci oczywiście ani na chwilę nie zniknęły z wystaw księgarskich, jednak silnie zasklepiły się w utrwalonych przed laty konwencjach. Kolejne albumy z przygodami Smerfów, Indianina Yakariego czy psotnego Boule’a i jego psa Billa oparte były na dobrze znanej czytelnikom formule, a wszelkie innowacje czy eksperymenty zdawały się wręcz nie na miejscu. Jednak w zmieniającej się rzeczywistości, w epoce nieustannie przyspieszającej rewolucji technologicznej, coraz wyraźniej było widać, że i komiksom dla dzieci potrzebne są zmiany. Tak narodziła się nowa generacja komiksów dziecięcych, która w latach 90 zawojowała listy komiksowych hitów i serca małoletnich czytelników, a także ich starszego rodzeństwa czy nawet rodziców.
„Nową falę” francuskich komiksów dziecięcych wyróżnia przede wszystkim niemal rewolucyjne podejście do tematyki tej odmiany opowieści rysunkowych. Kłóci się ono może z utrwaloną przez tradycję normą zabawnych i zarazem pouczających historyjek dla uroczych niewiniątek, ale jest za to zdecydowanie bliższe postrzeganiu świata przez współczesne dziecko. To właśnie sposób, w jaki dziecko naszych niespokojnych czasów przeżywa swoje dzieciństwo, starając się na własną rękę poznać i zrozumieć skomplikowany świat dorosłych i jego liczne tajemnice stanowi klucz do formuły najpopularniejszych komiksów nowej generacji. Pokazana w nich rzeczywistość, choć satyrycznie przerysowana, jest zaskakująco zbieżna z refleksjami czytelników i stanowi trafny obraz współczesności ze wszystkimi jej paradoksami. Właściwie nie ma w nich tematów tabu: mówi się o rozwodach, wojnach, przemocy, nawet o seksie. No dobrze, często zwłaszcza o seksie. Wszystko przefiltrowane jest przez rozbuchaną, lecz ciągle jeszcze naiwną dziecięcą wyobraźnię, w której na wizje realnej rzeczywistości nakładają się stereotypy zasłyszane na podwórku, zaczerpnięte z filmów czy gier komputerowych. W efekcie pod ręką utalentowanych autorów, którzy nieraz posiłkują się własnymi wspomnieniami z dzieciństwa, powstają zabójczo śmieszne, a zarazem celnie obnażające niedoróbki świata dorosłych historie.
Innym wyróżnikiem tych komiksów jest nowoczesna forma graficzna, odchodząca od wygładzonych i po disneyowsku ładnych obrazków, chętniej sięgająca po bardziej radykalną deformację, którą jeszcze kilkanaście lat temu uznano by za niedopuszczalną w przekazie wizualnym dla dziecka. Dziś, gdy nawet najmłodsi doskonale obeznani są z serialami spod znaku Cartoon Network, taki odbiegający od tradycyjnych kanonów rysunek jest przez czytelników bez zastrzeżeń akceptowany, a nawet staje się wręcz sygnałem aktualności całej opowieści.
Najsłynniejszym bohaterem współczesnego komiksu dziecięcego jest Titeuf z serii rysowanej przez Szwajcara Philippe’a Chappouis, podpisującego się pseudonimem Zep. Titeuf – chłopczyk z głową w kształcie jajka, zwieńczoną monstrualnym loczkiem (jego imię jest zresztą fonetycznym zniekształceniem złożenia „petit oeuf” – jajeczko) narodził się w 1992 roku jako jedna z postaci, które autor naszkicował, notując sobie kilka wspomnień z dzieciństwa. Titeuf, jego przyjaciele, rodzina i otoczenie stali się bohaterami humorystycznych skeczy, nieodmiennie pokazujących zmagania chłopca z bezmiarem intrygujących, dziwnych i nie zawsze zrozumiałych sekretów świata dorosłych, z fascynującym światem seksu na czele. Pierwszy epizod serii ukazał się w 1992 roku w nakładzie 8 000 egzemplarzy. Popularność serii i jej bohatera nieustannie rosła, stając się fenomenem na skalę Europy. Wydany w 2006 r. jedenasty album serii osiągnął rekordowy nakład 1,8 miliona egzemplarzy, zaś ogółem sprzedano już 16 milionów komiksów z Titeufem. Od 2003 roku emitowany jest animowany serial z jego udziałem, jedno z jego charakterystycznych powiedzonek „Tchô!” stało się tytułem popularnego komiksowego magazynu dla dzieci, zaś w 2003 roku w miasteczku Roquebrune-sur-Argens Titeuf doczekał się placu swego imienia, przy którym mieści się miejscowa szkoła i przedszkole.
Niemniej wyrazistą postacią nowej generacji komiksów dla dzieci jest Kid Paddle – przedstawiciel dość specyficznej odmiany współczesnego dziecka, jaką są fanatycy gier komputerowych. Kid najchętniej spędza czas przed komputerem, konsolą czy automatem do gry w pobliskim salonie, zaś jego ulubionym gatunkiem są pełne przygód, walk i potworów gry akcji, w których zadaniem gracza jest unicestwienie wszystkiego, co się rusza, przy pomocy niezliczonych a wymyślnych metod eksterminacji. Pełne przemocy i grozy gry tak zdominowały wyobraźnię chłopca, że nie rażą go kompletnie ani krwawe komputerowe jatki, ani wątpliwa uroda straszących w grach potworów. Przeciwnie – to przesłodzona, cukierkowata konwencja „normalnych” dziecięcych zabawek i gadżetów napawa go wstrętem, a nawet grozą. Kid jest tak bardzo zanurzony w świecie komputerowych rozgrywek, że często przenosi je do realnej rzeczywistości, z opłakanymi skutkami dla tej ostatniej. To, iż Kid nieustannie traktuje grę jak rzeczywistość, a rzeczywistość jak grę, prowadzi do mnóstwa zabawnych spięć i katastrof, do czego przyczynia się niezwykła, godna podziwu inwencja chłopca i jego kolegów. Choć komiks traktuje o jednej z częstych przypadłości dzieci ery komputerów, pokazuje ją ze zrozumieniem dla zauroczonych grami malców, którzy przecież ani na chwilę nie przestają być po prostu dziećmi.
Autorem komiksów o Kidzie Paddle’u jest Michel Ledent, tworzący pod pseudonimem Midam. Postać małoletniego amatora gier ujrzała światło dzienne w 1993 roku na marginesie rubryki poświęconej grom komputerowym w komiksowym magazynie „Spirou”. Kid najpierw zagarnął dla siebie całą rubrykę, a potem usamodzielnił na dobre, zapełniając swymi przygodami kolejne albumy. Choć ich nakłady nie osiągają tak astronomicznych rozmiarów jak komiksy o Titeufie, to – idąc w setki tysięcy egzemplarzy – lokują się wśród największych komiksowych przebojów. Występujący w wielu gagach pechowy barbarzyńca – ulubiona postać z gry Kida, a zarazem wieczna ofiara jego niezliczonych potknięć w kolejnych rozgrywkach – także doczekał się własnej serii komiksowej, zatytułowanej, co zrozumiałe, „Game over”. Zaś Kid Paddle – podobnie jak Titeuf – wiedzie swe drugie życie jako bohater serii filmów animowanych, patronuje własnemu magazynowi komiksowemu, no i oczywiście – obowiązkowo – jest bohaterem gry komputerowej.
W odróżnieniu od obu wyżej opisanych, seria Juliena Neela „Lou!”, powstała w 2000 roku, bliższa jest stylistyką graficzną klasycznej, disneyowskiej konwencji, w jej bardziej nowoczesnym wydaniu. Nic dziwnego – po pierwsze autor serii przez pięć lat projektował kartki pocztowe na licencji Disneya i innych producentów animacji, a po drugie sama tematyka komiksu narzuca pewną delikatność i subtelność formy. Bohaterką komiksów Neela jest wrażliwa i inteligentna mała dziewczynka – Lou, wychowywana przez samotną matkę. Mniej tu może zwariowanych gagów, ale nie brak humoru, obok którego jest też miejsce na szczyptę poezji i namysłu. Komiksy o Lou cechuje też to, iż w odróżnieniu od innych bohaterów dziecięcych dziewczynka dorasta w kolejnych epizodach serii, a jej historia ma charakter dynamiczny, podlega kolejnym przemianom. Widoczne w rysunku delikatne nawiązania do stylu mangi to ukłon w stronę dziewcząt – czytelniczek komiksów, które właśnie po mangę sięgają najchętniej. Choć oczywiście komiksy o Lou nie są przeznaczone wyłącznie dla dziewcząt.
Postacie Titeufa i Kida Paddle’a są już znane polskim czytelnikom. Ci, którzy nie mogli doczekać się ich kolejnych przygód, a także ci, którzy ich dotąd jakimś cudem nie poznali, mają szansę nadrobić zaległości, sięgając po nowe albumy wydawnictwa Egmont. Zaś, debiutująca u nas, urocza Lou z pewnością szybko zajmie miejsce u ich boku pośród najpopularniejszych dziecięcych bohaterów.
Mocnym atutem wymienionych komiksów jest to, że choć przeznaczone dla dzieci, równie chętnie czytane są przez dorosłych. Bo i my możemy się z nich czegoś nauczyć. A już na pewno, wraz z młodszymi czytelnikami, świetnie przy nich bawić.
Wojciech Birek (tłumacz mi.in. słynnej serii THORGAL)
30.10.2007 r.
|
Wydarzenia
Autorzy Egmontu podczas MFKiG w Łodzi
Bachanalia i Star Force 2010
|