Krótki wywiad Alei Komiksu z redaktorem naczelnym KŚK Tomaszem Kołodziejczakiem z okazji 10-lecia KŚK
Aleja Komiksu: Dziesięć lat KŚK minęło. Warto było poświęcić ponad dekadę swojego życia?
Tomasz Kołodziejczak: Warto. Wykonaliśmy, wspólnie z zespołem, kawał dobrej roboty - wydając kilkaset świetnych komiksów, promując gatunek w mediach, budując dla niego przestrzeń rynkową. Kiedy ruszaliśmy, rynek był praktycznie pusty, księgarnie nie miały komiksowych półek, a większość dziennikarzy - pojęcia o komiksie. To się zmieniło, w znacznej mierze dzięki naszej działalności.
Osobiście, też miałem z tej pracy dużo frajdy. Komiks to jedno z moich hobby - obok fantastyki, gier i koszykówki. Przez całe zawodowe życie (a pierwsze honorarium za wydrukowane w prasie opowiadanie sf otrzymałem niemal 25 lat temu) udawało mi się pracować w miejscach, które z tymi pasjami były związane. Czy było to redagowanie Fenixa, Magii i Miecza, Voyagera, czy pisanie prozy fantastycznej albo publicystki, czy organizowanie konwentów. Więc praca przy komiksach w Egmoncie nie wymagała "poświęcania się". Pozwoliła mi - przy zachowaniu reguł funkcjonowania jako modułu dużej korporacji (fajnej, zresztą) - na działanie w obszarze mojego hobby. Fajnie, prawda?
AK: Jaki był największy bestseller i największa porażka KŚK? Prosimy o konkretne tytuły!
TK: Naszym największym hitem jest Thorgal, oczywiście. Świetne efekty przyniosła współpraca z Januszem Christą - tak jeśli chodzi o wznowienia Kajka i Kokosza, jak i kolekcję czarno-białych Kajtków. Asteriks, Jeż Jerzy, Sandman, ostatnio Star Wars, to mocne punkty w naszej ofercie.
Porażka? Nie wskażę pojedynczego tytułu, ogólnie nie jestem zadowolony z tego, że komiks wciąż pozostaje medium niszowym.
AK: Wiele osób twierdzi, że polityka KŚK prowadzi do elitaryzacji komiksu i zmniejszenia kręgu jego odbiorców. Komentarz?
TK: Oczywiście, że wzrost cen komiksów prowadzi do ograniczenia grona odbiorców. Chciałbym tu jednak zauważyć, że:
a. to nie Egmont wydaje najdroższe komiksy na rynku. To prawda, nasze tytuły mają często wysokie ceny okładkowe, ale wynika to z ich objętości, ilości tekstu do obróbki, sposobu wydania. Sądzę, że dostarczamy stosunkowo najwięcej do czytania za stosunkowo najmniejsze pieniądze.
b. to Egmont regularnie testuje różne możliwości dostarczania czytelnikom komiksów taniej - przypomnę tylko Klub Kawalarzy, kolekcje typu "Science Fiction", zeszyty "Star Wars" w kioskach, wydawanie komiksów w zmniejszonych formatach (Tin Tin, Lucky Luke, Star Wars).
c. jak zdecydowana większość wydawców wolelibyśmy sprzedawać taniej, a więcej. To oczywiste. Tylko że to nie działa. Patrz pytanie - 4.
AK: Czytelnicy narzekają na wysokie ceny, autorzy na niskie honoraria. Na co ma prawo narzekać wydawca?
TK: W Polsce mało osób jest zainteresowanych kupowaniem komiksów. Po prostu. A z tego wynika wiele różnych konsekwencji. Na przykład - księgarnie ogólnotematyczne i sieci handlowe nie są zainteresowane utrzymywaniem półek z komiksami (bo inny towar zapewni im większą rotację i zyski), albo traktują je na "na odwal". To z kolei dodatkowo ogranicza możliwość sprzedaży i nakłady. To, oczywiście, zwiększa jednostkowe koszty produkcji, a więc i cenę. To zaś utrudnia sprzedaż. Zamknięte koło.
AK: Ostatnio zamiast jednego pakietu na miesiąc komiksy Egmontu wychodzą
w dwóch mniejszych pakietach. Czy to będzie stała tendencja?
TK: Raczej nie, to przedgwiazdkowy, sezonowy obyczaj, zdarzało się nam to już w poprzednich latach. Zazwyczaj dużo wydajemy jesienią, komiksy spływają z drukarń partiami, nie chcemy ich trzymać w magazynie. Na to nakładają się zewnętrzne uwarunkowania - terminy promocyjne sieci handlowych, wytyczne licencjodawców co do daty premiery (np. Asteriks) itp.
AK: Które pozycje (mogą być zarówno serie jak i pojedyncze tomy) z oferty KŚK powinny obowiązkowo znaleźć się na półce każdego szanującego się
fana komiksu? Prosimy podać max. 10.
TK: Tylko 10 mogę wymienić? Nie 100?
Oto ta dyszka, ale równie dobrze mógłbym tu wpisać i 20 innych tytułów.
Bilal - Polowanie
Moebius - Incal
Moore - Strażnicy
Gaiman - Sandman (np. tom 1)
Miller - Sin City (np. tom 1)
Kajtek i Koko - W kosmosie
Tytus, Romek i A'tomek - Księga 0
Rosiński - Sznikiel
Herge - Tin Tin (1 z tomów)
Uderzo, Goscinny - Asteriks (1 z tomów)
AK: Czy KŚK kreuje gusta polskich komiksiarzy czy raczej je tylko
zaspokaja?
TK: Obie te opcje się nie wykluczają. Reagujemy na postulaty czytelników, przed dziesięciu laty w Świecie Komiksu robiliśmy ankietowe "koncerty życzeń" - większość z tam zgłaszanych tytułów już się ukazała. Słuchamy tego, co fani mówią na konwentach, pisują na forach, omawiają z branżowymi księgarzami. Ale oczywiście, przez te 10 lat pokazaliśmy polskim czytelnikom wiele serii i autorów, którzy nie byli tu szeroko (albo i w ogóle) znani, np. cykle Usagi, Titeuf, Lanfuest, czy też wielu twórców w naszych kolekcjach.
Nasz katalog robi wrażenie na każdym z naszych zagranicznych partnerów - mamy w nim zdecydowaną większość najważniejszych dzieł i twórców europejskiego i amerykańskiego komiksu.
AK: Ponoć kończą się zapasy komiksowych klasyków, których w Polsce
jeszcze nie wydano. Co będzie, gdy się skończą?
TK: Ano kończą. Przez dziesięć lat wydaliśmy większość dzieł tych artystów, którzy tworzą kanon gatunku, także polskich. I to też jest jakiś rynkowy kłopot. Oczywiście, wciąż są zaległości, ukazały się tutaj dopiero pojedyncze dzieła Burgeona czy Toppiego, kilku ważnych autorów jeszcze nie zaprezentowano w ogóle. Systematycznie pokazujemy więc nowych twórców tak, żebyśmy mieli co robić w przyszłości - wspomnę tu takie nazwiska jak Blain, Rabate, Chabote, Ylsaire.
Szykujemy też nowy duży projekt w obszarze mainstreamu, komiksu fajnego, lekkiego, do poczytania - ale na razie nie mogę nic więcej zdradzić.
AK: Prosimy teraz o coś specjalnego dla naszych czytelników. Możesz
opowiedzieć jakie są poszczególne etapy wydania danego komiksu i jak one
wyglądają?
TK: Wybieramy tytuł, kalkulujmy produkcję, negocjujemy licencję, podpisujemy kontrakt.
Potem tłumaczenie, skład, redakcje i korekty, różne niespodzianki po drodze.
Całość prac - od momentu selekcji do ukazania się książki na rynku - zajmuje od 6 do 12 miesięcy. Ale zdarzało nam się przygotować komiks w 3 miesiące.
Jakie niespodzianki utrudniają życie wydawcy? Na przykład, kiedy się okazuje, że licencjodawca podpisał kontrakt, ale nie ma materiałów do produkcji. Albo kiedy przysyła nam materiał w ostatniej chwili, ale sformatowany inaczej niż zawsze. Albo kiedy tłumacz pomyli się w swoich szacunkach czasu pracy, skumuluje kilka naszych i cudzych książek – nie wyrabia się z terminami. Albo kiedy w jednym miesiącu ¾ zespołu dopadają jakieś długoterminowe wypadki i zostaje stos prac, których z dnia na dzień nikt nie jest w stanie przejąć. Albo gdy przez pomyłkę na FTP zgrana jest nie ta okładka co trzeba i nikt z dziesięciu patrzących na nią potem osób nie zauważa błędu w tytule. Albo gdy w ciągu 3 miesięcy cena euro skacze o kilkadziesiąt groszy i wszystkie kalkulacje finansowe dla już realizowanej produkcji biorą w łeb. Albo gdy twój główny partner handlowy z dnia na dzień, bez uprzedzenia, przestaje zamawiać towar. Albo, gdy zaproszony na konwent autor, zapomina paszportu i dzwoni z lotniska, że nie doleci. Po takich i dziesiątkach innych wydarzeń, wydawca nie musi już uprawiać sportów ekstremalnych dla wstrzyknięcia sobie dawki adrenaliny i może spokojnie zająć się grami planszowymi, koszykówką.
AK: Jak będzie wyglądał polski rynek komiksowy i KŚK za 10 lat?
TK: Co prawda, napisałem kilka powieści scence fiction, ale ich akcja dzieje się za kilkaset lat. Taką przyszłość łatwiej projektować. Futurologia na jedną dekadę do przodu - to zbyt ryzykowne zajęcie. Myślę, że rynek będzie się rozwijał, ale powoli. Mam nadzieję, że KŚK będzie jego istotnym elementem. A ja w międzyczasie chętnie bym wygrał w Lotto. Tylko muszę najpierw zacząć grać.